Witam.
Od razu zacznę od tego, że nie wiem dokładnie do którego działu to przypisać i jakbym się walnął to proszę o przeniesienie .
http://youtu.be/cW0qPorMJxg
Problem istnieje od 2 dni, po powrocie od mechanika (zlikwidowanie falujących obrotów na jałowym, zimnym silniku, ogólny przegląd, ogarnął kompa, wymiana pękniętej świecy 3-elektrodowej na czteroelektrodową). W chłodniejszy dzień (tj dzisiaj ) samochód w ogóle nie chce odpalić, dzieje się tylko to co na filmiku.
Wczoraj było cieplej i samochód przy pierwszym uruchomieniu jedynie "kręcił" się i nie odpalał, potem nastąpiła z 4-5 razy sytuacja z 1:00-1:06, z ewentualnymi, różnymi wariantami:
- szarpało od 500-1200 obrotów
- ładnie chodził na jałowym i próbując dodać gazu i obroty spadały przez chwilą, przy mocniejszym wdepnięciu w ogóle silnik siadał. Delikatne dodawanie gazu nie powodowały spadanie obrotów, a powyżej 2000 obrotów obroty nie spadały jakkolwiek szybko wciskałbym gaz.
Dodam, że jeśli samochód w końcu odpali i działa na tyle aby móc nim zacząć jechać - problem znika, nie ma żadnych spadających obrotów, auto można zgasić i zapalić bezproblemowo. Po 3-4 godzinach postoju problem wraca.
Czytałem, że takie są objawy popsutego immobilisera. Niby wszystko fajnie, ale czemu w niższej temperaturze nie odpala? Próbowałem adaptacji, tej automatycznej, przepustnicy ale też nic nie daje (ręcznej nie zrobię bo nie mam vaga).
Co to może być? Mechanik mi skopał coś w kompie czy immobiliser wali czy jeszcze coś innego?
Pozdrawiam